Można i należy krytykować sanację za wiele decyzji w kwestiach wojskowości: za upolitycznianie kadry oficerskiej, za liczebne zwiększenie kawalerii, wreszcie za ciągłe utrzymywanie armii bardzo licznej (docelowo bardziej „odstraszającej” niż skutecznej), co uniemożliwiło pozyskanie funduszy na modernizację jej broni i wyposażenia. Powinniśmy być też wściekli, że 17 września piłsudczycy nie nazwali sowieckich najeźdźców po imieniu. We wrześniu 1939 Polska była na przegranej pozycji, ale porażka nie musiała być aż tak upokarzająca.
Jednak piłsudczycy mieli rację w jednej, być może najistotniejszej, kwestii – Niemcy były skazane na przegranie wojny. Decyzja ówczesnego rządu Polski o pozostaniu w sojuszu z Zachodem jest głównym powodem, dla którego Polska, mimo terytorialnego okrojenia, nie doświadczyła własnego Trianon, a dziś nasze granice na Odrze i Nysie są powszechnie uznawane.
Pamiętajmy też, że z perspektywy czasu możemy potwierdzić, że odwrotna decyzja sanacji nie zmieniłaby losów wojny; polski przemysł wojenny był uzależniony od wsparcia przysyłanego przez rząd francuski. Gdyby wymienić ten stosunek na uzależnienie od Niemiec, to dywizje II RP nie sprostałyby w boju dywizjom silnie uprzemysłowionego Związku Sowieckiego, bo – jak pokazała historia – Niemcy w pierwszej kolejności doskonalili niemieckie siły, a sojusznicze prawie zawsze traktowali jako wsparcie.
Polacy nie będą wasalami! Chwała Bohaterom wojny obronnej!